śr., 29 grudnia 2021Przeczytasz w 15 minutFather Hans Buob

Słowo, które stało się Ciałem

Rozważanie biblijne do Ewangelii 2. niedzieli po Narodzeniu Pańskim w roku liturgicznym C.

Ⓒ Photo by Sixteen Miles Out on Unsplash.

Tekst biblijny


Ewangelia według Świętego Jana 1, 1-18

1Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga – i Bogiem było Słowo. 2Ono było na początku u Boga. 3Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało. To, co zaistniało, 4w Nim było życiem. A życie to było światłością dla ludzi. 5Światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie ogarnęła. 6Pojawił się człowiek posłany przez Boga – miał na imię Jan. 7Przybył on, aby dać świadectwo: miał świadczyć o światłości, aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli. 8On sam nie był światłością, lecz miał świadczyć o światłości. 9Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat. 10Na świecie było Słowo, świat dzięki Niemu zaistniał, lecz świat Go nie rozpoznał. 11Przyszło do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli. 12Tych zaś, którzy Je przyjęli, obdarzyło mocą, aby się stali dziećmi Bożymi. To są ci, którzy wierzą w Jego imię, 13którzy narodzili się nie z krwi ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga. 14Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, którą jako Jednorodzony, pełen łaski i prawdy, ma od Ojca. 15Jan daje o Nim świadectwo i głosi: „To Ten, o którym powiedziałem: Ten, który przychodzi po mnie, istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie”. 16Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy łaskę zamiast łaski. 17Mojżesz bowiem przekazał Prawo, a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa. 18Boga nikt nigdy nie widział; Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, On nam Go objawił.

Rozważanie


Prolog, czyli wstęp w Ewangelii według Świętego Jana jest napełniony potężnym przesłaniem i zawiera niezwykle głęboką teologię. Warto więc przyjrzeć się mu bliżej – nawet jeśli niektóre sformułowania wydają się bardzo skomplikowane i mało czytelne.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga – i Bogiem było Słowo. (wers 1)

Pierwsze trzy stwierdzenia prologu opisują wieczną Boską istotę tzw. Logosu, czyli Słowa. Wyrażenie: „Na początku było Słowo” należy rozumieć jako odniesienie do pierwszych słów Starego Testamentu, które otwierają Księgę Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Słowo, o którym pisze tutaj Święty Jan, to sam Jezus Chrystus. To On jest tym Słowem, przez które Bóg stworzył wszystko, jak stwierdza autor: „Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało” (J 1, 3).

Jednak to Słowo przewyższa Boże słowa, wypowiedziane o poranku dzieła stworzenia, ponieważ to Słowo stało się Ciałem w konkretnej, historycznej chwili: sam Jezus Chrystus jest Słowem, którego istnienie było już obecne w pradziejach świata, czyli w Boskiej wieczności. Choć słowo: „początek” Jest użyte w obu tych przypadkach, to istnieje między nimi zasadnicza różnica: w Ewangelii nie chodzi o początek istnienia stworzonego świata, ale o bycie Słowa przed światem i przed wszelkim stworzeniem. To, co istniało już na początku, ma pierwszeństwo przed całym stworzeniem, jak to również wyraził Święty Paweł Apostoł (por. Kol 1, 15-20).

To Słowo nie zostało stworzone, ale „było”, czyli istniało już absolutnie, ponadczasowo i wiecznie. Dlatego Jezus może również powiedzieć o sobie: „Zanim Abraham się urodził, Ja jestem” (J 8, 58). To „Ja jestem” wyraża ponadczasową obecność Jezusa. On zawsze był, od wieczności, a nie został stworzony jak inne stworzenia. „Na początku było Słowo” oznacza nic innego, jak wieczne, nieskończone istnienie. Chwaląc Chrystusa Wcielonego, Święty Jan podkreśla, że ​​istniał bez ciała już na początku, czyli przed stworzeniem. Nie stał się, ale był z Bogiem od wieczności – i sam był Bogiem.

Patrząc wstecz na początek stworzenia („Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”), Święty Jan ukazuje wieczne i Boże pochodzenie Zbawiciela, który był z Ojcem i od Niego pochodzi: „Teraz zaś Ty, Ojcze, obdarz Mnie u siebie tą chwałą, jaką miałem u Ciebie przed zaistnieniem świata” (J 17, 5). Gdyby Jezus, Słowo, nie był z Ojcem od wieczności, nie mógłby objawić nam Ojca, ponieważ nie znałby Go całkowicie. Właśnie dlatego te krótkie i zwięzłe zdania z Ewangelii według Świętego Jana są bardzo ważne. Ta prehistoria ukazuje również istotę Jezusa Chrystusa u jej początków. W Jego istnieniu również uznajemy autorytet ziemskiego Chrystusa.

Dlatego drugie stwierdzenie: „Słowo było z Bogiem” mówi również o osobistej komunii Chrystusa-Słowa z Ojcem. Oznacza to ścisłą więź z Ojcem – zarówno w myśleniu, jak i w pragnieniu i działaniu. Jezus, Syn Boży, wciąż na nowo objawia tę pełną jedność z Ojcem w swoim życiu: „Moim pokarmem jest wypełnienie woli Tego, który Mnie posłał” (J 4, 34). W modlitwie arcykapłańskiej Jezus mówi o chwale, jaką miał u Ojca, zanim powstał świat. Ta chwała tkwi w bliskości z Bogiem, to znaczy w pełnej komunii z Nim, która została Mu dana z miłości Ojca.

W prologu Ewangelii według Świętego Jana wyrażona jest wieczna istota Słowa. Tutaj wyraźnie wyraża się Boskość Jezusa, która do dziś jest kwestionowana i atakowana raz po raz. To Słowo, które ma udział w chwale Ojca, w życiu Boga, jest podstawą całej Dobrej Nowiny.

Wyrażenie: „Słowo było u Boga” mówi znacznie więcej niż porównywalne wyrażenia, które znajdujemy w Księdze Przysłów: „Mądrość, która była przy stworzeniu…” (por. Prz 8, 22-30). Jest to coś innego niż to Słowo, które tak naprawdę pojawiło się przed stworzeniem i już tam było, w intymnej komunii z Bogiem, dlatego żyje w Bogu i z Boga. Nie jest to więc tylko aktywne partnerstwo – że coś robiło się z Bogiem – ale jest to intymna więź, wspólnota – że Słowo było z Bogiem – która wyraża się w sobie nawzajem. To „z Bogiem” należy rozumieć z naszej perspektywy, z perspektywy stworzonego świata. „Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu” (J 10, 38) wyraża bliską więź Słowa z Ojcem, który opiera się na istnieniu przed światem, odwiecznie z Ojcem. W J 1, 18 Apostoł wyraża tę prawdę jeszcze głębiej: „Boga nikt nigdy nie widział; Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, On nam Go objawił”.

Punktem kulminacyjnym jest trzecia część pierwszego wersetu: „i Bogiem było Słowo". Tutaj Święty Jan przypisuje Słowu, że jest samym Bogiem. Ten Theos (= Bóg), który poprzedza to zdanie w języku greckim, nie zastępuje Słowa, wspomnianego wcześniej jak ho Theos. To Theos odnosi się do Ojca. Tak więc Ojca nie zastępuje po prostu Syn, ale chodzi o istotę Boga. To sam Bóg był Słowem. Słowo jest w takim samym stopniu Bogiem, jak Ojciec, z którym jest w komunii. W małżeństwie istnieje dwoje ludzi, ale są oni jedną istotą. Słowo Theos oznacza zatem, że Logos i Ojciec mają wspólną istotę. Ta pełnia Boskiej istoty jest podstawowym warunkiem i gwarancją, że Jezus jest tak samo Bogiem, jak Ojciec, i dlatego ma pełną moc objawienia i moc zbawiania. To wiąże się z działalnością Słowa w świecie, a mianowicie z Jego życiem, a także funkcją „światłości dla ludzi” (por. J 1, 4b) i przekazywaniem łaski po Wcieleniu (por. J 1, 16).

Ono było na początku u Boga. (wers 2)

Po poprzednim stwierdzeniu o istocie Słowa, Święty Jan ponownie podejmuje początkowe stwierdzenie: „Słowo było na początku u Boga”. W ten sposób wyraża początek drogi Jezusa do zbawienia. Był z Ojcem i zaczął od Ojca, aby wrócić do Ojca, jak to jest powiedziane w innym miejscu. Jego pochodzenie leży przede wszystkim w Bogu. To określa Jego naturę, godność i autorytet.

Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało. (wers 3)

Święty Jan robi teraz kolejny krok. Stwierdza wyraźnie, że Słowo, Chrystus, uczestniczy w stworzeniu. Nie wiemy, w jaki sposób jest w to zaangażowany, otrzymujemy tylko stwierdzenie samego faktu: „Wszystko zaistniało dzięki Niemu. Bez Niego zaś nic nie zaistniało”. To oznacza, że ​​w całym stworzeniu – zarówno duchowym, jak i materialnym – absolutnie nic nie powstało bez Słowa, bez Chrystusa.

Powtórzone słowa: „zaistniało” dotyczą całego stworzenia i wyrażają, że ​​chodzi o wyjątkowe zaistnienie. Stworzenie świata i człowieka było aktem stworzenia czegoś z nicości. Coś, co jest wyjątkowe, można dokładnie określić na podstawie jego pochodzenia. Stwierdzenie zatem, że „bez Niego (= Słowa) nic nie zaistniało”, oznacza, że wszystko stało się doskonałe na zawsze. Początkowo zatem dzięki Słowu powstaje coś wyjątkowego, ale w efekcie wszystko, co powstaje, staje się udoskonalone dzięki Słowu. Wszystkie dziedziny duchowego i materialnego stworzenia zawdzięczają swoje zaistnienie Słowu.

Pierwsze trzy wersety nie dotyczą jeszcze człowieka, ale całego stworzenia. W ten właśnie sposób stwierdzenie: „bez Niego nic nie zaistniało” podkreśla znaczenie Słowa w całości stworzenia. Tak jak Słowo przyjmuje wyjątkową rolę Objawiciela i Dawcy życia dla wszystkiego i wszystkich, tak nic w stworzeniu nie powstaje bez Niego. Przez Chrystusa dokonuje się całe zbawienie i całe stworzenie. Święty Jan wyjaśnia, że ​​Słowo nie jest jedynie wyrazem lub jakąś częścią twórczej mocy Boga, ale Osobą. Te wypowiedzi na temat Słowa ukazują i wychwalają wyjątkową wielkość Wcielonego Słowa Bożego. Święty Jan uprzedza to, co oznajmi w wersecie 14: „Słowo stało się ciałem”, abyśmy wiedzieli, kto w ogóle stał się Ciałem: Chrystus, bez którego nie ma zbawienia i przez którego zaistniało wszystko, w tym także każdy człowiek.

To, co zaistniało, w Nim było życiem. A życie to było światłością dla ludzi. (wers 4)

Teraz dopiero Święty Jan ukazuje stosunek Słowa do ludzkiego świata. To Jezus ukazuje się jako „światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat” (J 1, 9). To jeszcze bardziej podkreśla znaczenie Słowa. Zresztą sam Jezus powie o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12). Tak więc chodzi o życie, które staje się światłością, i o światłość, która jest siłą życiową. Słowa „życie” i „światłość” symbolizują sensowne, przejrzyste i pełne światło życia.

Aby zrozumieć to dzieło Słowa nad człowiekiem jako światłość, możemy spojrzeć na Psalmy lub na dzieje cierpliwego Hioba. Tam „światło życia” oznacza, że ​​człowiek cieszy się światłem słońca. Ponieważ jednak to życie jest dane przez Boga i przeżywane w obliczu Boga, to ma ono o wiele głębsze znaczenie. Tak tę prawdę wyrażają Psalmy: „PAN moim światłem i zbawieniem moim, kogo więc mam się lękać? PAN jest obrońcą mego życia, przed kim więc mam odczuwać trwogę?” (Ps 27, 1); „u Ciebie jest źródło życia, w Twojej światłości oglądamy światło” (Ps 36, 10). Także Mądrość Boża „jest odbiciem blasku wiecznego światła, lśniącym lustrem Bożej mocy, ikoną ukazującą Jego dobroć” (Mdr 7, 26); autor natchniony wyznaje nawet, że: „Ukochałem ją ponad zdrowie i urodę, oddałbym za nią nawet światło oczu, gdyż blask bijący od niej nigdy nie ustaje” (Mdr 7, 10).

Ważne są tutaj dwie myśli: z jednej strony nowo tworząca i życiodajna moc Mądrości, a z drugiej jej działanie z pokolenia na pokolenie. Można powiedzieć: taki właśnie jest sens życia. Osoba, która nie przyjmuje Chrystusa i żyje egoistycznie lub bezbożnie, traci sens swojego życia. Nie wie, skąd pochodzi ani dokąd zmierza. Wszystko jest dla niej zbiegiem okoliczności. Jaki jest sens wszystkich jej działań – oprócz cieszenia się przez chwilę, a potem śmierci? Nie ma w sobie światła ani nie widzi sensu swojego istnienia – niczego, co by zaspokajało najgłębszą tęsknotę człowieka za nieskończonością i wiecznością. Spełnieniem tej najgłębszej tęsknoty człowieka jest właśnie życie, które daje Słowo. Ono samo jest życiem i światłością ludzi. Ono napełnia ludzi swoim duchowo-boskim życiem. To odróżnia ludzi od reszty stworzeń, czyli od zwierząt i od stworzeń nieorganicznych.

To życie polega przede wszystkim na poznaniu natury związanej z Bogiem, na byciu na obraz Boga. Dla nas Słowo to Życie. Ono daje nam prawdziwe życie, które oświeca wszystkich. Po drugie, to życie polega na więzi z Bogiem, która jest w nas, gdy jesteśmy w pełnym kontakcie z Chrystusem, a więc z Bogiem. Wtedy nadal możemy być szczęśliwi – nawet w cierpieniu, a nawet doświadczać najgłębszego szczęścia po śmierci, jak na przykład męczennicy. To błogosławieństwo bliskości z Bogiem jest im dane. Po trzecie, to życie oznacza świętość zmiany. Ta Boska moc życia była w całej pełni w Słowie. W Chrystusie cała ta pełnia życia i światła jest jak w niewyczerpanej studni, która żywi się z głębi Boskiego strumienia życia. Sam Jezus tak to wyraża: „Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak też sprawił, że Syn ma je w sobie” (J 5, 26). Zadanie przekazywania ludziom tego życia spada na Słowo. Ma ono w sobie całą pełnię życia. Jest niewyczerpanym źródłem Boskiego strumienia życia i przekazuje nam ten strumień życia. Staje się dla ludzi źródłem życia i dawcą Boskiego światła – poprzez komunię z Chrystusem, modlitwę, sakramenty itd. Chrystus od początków stworzenia pełni funkcję zbawczą dla ludzi i pragnie, aby działała ona dla wszystkich pokoleń. Stał się człowiekiem, aby nas odkupić i przekazać nam tę pełnię zbawienia.

Werset 4. podkreśla jakby poranek stworzenia i opisuje porządek stworzenia, w którym Słowo, Chrystus, ma to zadanie zbawiania. Jest to ponownie wyrażone w wersecie 9.: „światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka”. To zdanie jest oddane w czasie teraźniejszym. On jest prawdziwą światłością, która oświeca. Tak jak było w nim Boskie, wieczne życie bez ograniczeń czasowych, tak w Bożym planie jest zawsze i na wieki światłością ludzi. To Słowo jest Boską Osobą, która stała się człowiekiem w Jezusie Chrystusie, aby wypełnić swoje zadanie dla zbawienia ludzi, którzy popadli w grzech i ciemność.

Jeśli odkryjemy te powiązania w całej ich głębi i jeśli odkryjemy, kim naprawdę jest Chrystus, to zdamy sobie sprawę z tego, kto stał się Człowiekiem i stał się widzialny dla nas, kto całkowicie uniżył się dla nas. Tym, czym Słowo miało być dla człowieka zgodnie z planem stworzenia, tym stało się faktycznie w swojej historycznej misji dla wszystkich wierzących, czyli we Wcieleniu. Werset 4. zyskuje jeszcze większą jasność poprzez samoobjawienie się Jezusa. W Ewangelii według Świętego Jana ten Jezus nazywa siebie „światłością świata” i daje możliwość zdobycia tej życiodajnej światłości. Tak więc w tym Słowie światłości możemy usłyszeć także ostateczne zbawienie, które On daje. To zbawienie rozciąga się od chwili stworzenia poprzez Wcielenie aż do ostatecznego sądu. Od samego początku Słowo to ma na celu sprowadzenie ludzi do domu w światłości Boga. On jest światłością, które oświeca wszystkich. Chodzi o łaskę odkupienia, zbawienia i Boskiego życia. Wszystko, co jest do tego niezbędne – objawienie, dawanie życia, ale także wypędzanie ciemności grzechu i winy, moralne przezwyciężanie złych uczynków i pragnień – to wszystko należy do światłości, którą daje Słowo.

Światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie ogarnęła. (wers 5)

W tym wersecie Święty Jan nagle używa czasu teraźniejszego. Światłość świeci. Świeci w ciemności – nawet dzisiaj. A potem przychodzi czas przeszły: „lecz ciemność jej nie ogarnęła”, to znaczy, że przy historycznym przyjściu Słowa, przy Jego Wcieleniu, ciemność nie zawładnęła światłem.

Dla Świętego Jana ciemność to przede wszystkim świat daleki od Boga. Ale jest to także obraz niesamowitej mocy, która sprawia, że ​​ludzie stają się zaciemnieni i zaślepieni: „Jezus powiedział: «Przyszedłem na ten świat, aby sądzić: Ci, którzy nie widzą, odzyskają wzrok, ci zaś, którzy widzą, staną się ślepcami»” ( J 9, 39). Tak więc werset 5. jest o tym ślepym i złym ludzkim świecie. Ten świat jest synonimem dzieci ciemności. Święty Jan mówi nawet o dzieciach diabła: „Po tym można odróżnić dzieci Boże od dzieci diabła: każdy, kto nie postępuje sprawiedliwie, nie pochodzi od Boga, podobnie jak ten, kto nie miłuje swego brata” (1 J 3, 10). To stwierdzenie oznacza również, że ludzie są zobowiązani do podjęcia własnej decyzji, a mianowicie do przyjęcia wiary. Wiemy, że taka decyzja nie została podjęta przez zbyt wielu w czasach Jezusa. Nie uchwycili się, gdy światło było w ich zasięgu. Święty Jan bardzo świadomie wybrał i przeciwstawił czas teraźniejszy i czas przeszły. Wie o niekończącej się światłości Słowa. Światłość ta świeci w ciemności do dziś. Ale wie też o niezrozumieniu i odrzuceniu przez ludzi, którzy zamknęli się na to zbawcze dzieło. Ma przed oczami efekt pojawienia się Chrystusa, czyli to, czego sam doświadczył z Jezusem: odrzucenie Jezusa przez ludzi i przez świat.

Wydarzenie to w tamtym czasie było wydarzeniem jednorazowym, dokonanym w określonym momencie. Ale jest to również wyjątkowy punkt w życiu każdej osoby w każdym czasie. Jezus nie tylko został wtedy odrzucony, ale cały czas jest wielokrotnie odrzucany przez ludzi. Zachowanie ludzi staje się więc dla nas dzisiaj przestrogą, abyśmy nie blokowali się przed zbawczym objawieniem Chrystusa. Jest to więc słowo napomnienia. Światłość Słowa, które świeci, chce być pochwycone przez nas przez wiarę, która czyni nas dziećmi Bożymi, jak mówi Święty Jan w wersecie 12., i przez czynną miłość, która pozwala światłu przenikać dalej w ciemny świat: „piszę wam o nowym przykazaniu, które jest prawdziwe w Nim i w was, ponieważ ciemność przemija, a światłość prawdziwa już świeci” (1 J 2, 8).

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – miał na imię Jan. Przybył on, aby dać świadectwo: miał świadczyć o światłości, aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli. On sam nie był światłością, lecz miał świadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat. (wersy 6-9)

Po spojrzeniu na Jana Chrzciciela w wersetach 6-8 (tej misji Jana Chrzciciela poświęciliśmy rozważanie do Ewangelii 3. niedzieli Adwentu), Święty Jan powraca do Słowa: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy przychodzi na świat”. Oświecająca zdolność Słowa jest powszechna i potrzebna ludziom wszystkich czasów, nie tylko wtedy, za życia Jana. Tylko w Słowie była Boska siła życiowa dla prawdziwej, rzeczywistej, w pełni ludzkiej istoty człowieka. Tylko On był prawdziwym Boskim światłem dla każdego człowieka. Był nim. Ale nie tylko był, bo jest i taki pozostaje.

W wersecie 4. czasownik „był” nadal odnosił się do stworzenia, czyli do Słowa przed swoim Wcieleniem: „To, co zaistniało, w Nim było życiem. A życie to było światłością dla ludzi”. To jest prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, aby poznał i wybrał to, co dobre. Odnosi się to również do przeznaczenia człowieka i jego działań zgodnie z wolą Bożą, do jego chodzenia w światłości, które ostatecznie prowadzi do pełnego światła i do pełnego zbawienia. W tym sensie Słowo było „światłością prawdziwą”, w odróżnieniu od fałszywej.

Ta „prawdziwa światłość” pragnie także wyrazić realność i pełnię istoty Boga. Słowo posiada niezrównaną światłość, wynikającą z jego Boskości, którą może i chce ukazywać w każdym człowieku, który pragnie znaleźć swój cel. W ten sposób kontrastuje ono również ze wszystkimi innymi, rzekomymi nosicielami światła.

Na świecie było Słowo, świat dzięki Niemu zaistniał, lecz świat Go nie rozpoznał. (wers 10)

Patrząc na wers 10., wyrażenie „przychodzi na świat” z wersetu 9. w rzeczywistości nie powinno odnosić się do człowieka, ale do światłości. Ta światłość przyszła na świat. Ewangelista wskazuje tutaj zatem na wydarzenie Wcielenia. Następnie, gdy światłość przychodzi na świat, mówi w wersecie 14.: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, którą jako Jednorodzony, pełen łaski i prawdy, ma od Ojca”.

Użycie słowa „świat” wskazuje, że przedstawiane jest przejście od porządku stworzenia do konkretnej historii. Historia to naturalny proces stawania się. Jesteśmy w trakcie historii. Tworzymy historię. Jest to zasadniczo historia ludzkości i dotyczy działań ludzi dla ich zbawienia lub katastrofy.

Słowo było na świecie, czyli w przestrzeni życia ludzi. Było bliskie i dostępne dla ludzi, aby mogli się go trzymać dla swojego zbawienia. Ale świat – teraz chodzi o tę ziemsko-historyczną przestrzeń, w której porusza się cała ludzkość – nie rozpoznał Go. To jest zdumiewające stwierdzenie tego wersetu.

Przyszło do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli. (wers 11)

Tutaj na nowo ukazana jest relacja Słowa do ludzi, smutne zerwanie, jakiego doświadcza ta relacja Słowa do ludzi na tym świecie. Ludzie nie przyjmują Go.

Bolesny fakt, że Słowo spotkało się z odrzuceniem w świecie, wyraża się ostro w wersecie 11.: „Przyszło do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli”. Tutaj nacisk kładzie się na fakt, że świat nie rozpoznał Słowa, a nawet, że swoi Go nie przyjęli. Świat dobrowolnie zamknął się na Słowo, które chciało go oświecić i poprowadzić do zbawienia. Wraz ze Słowem świat odrzucił samego Boga. To nierozpoznanie jest najbardziej nieszczęśliwym zachowaniem, przez które ludzie oddzielają się od Boga i wykluczają się z Jego sfery życia. Można też powiedzieć: świat Go nadal nie rozpoznaje.

Chodzi o duchowe wejście Słowa w ten zaciemniony ludzki świat, który zamknął swój dom dla zbliżającego się Słowa. Tu znowu czas przeszły: „Przyszło do swojej własności” wyraża, że ​​spotkanie Słowa ze światem miało miejsce w konkretnej rzeczywistości historycznej i jest stale odnawiane. Ten historyczny moment pojawia się raz po raz w życiu każdego człowieka. Przychodzi do swojej własności – także do mnie! – a ja tego nie akceptuję. Ten proces zdarza się nieustannie. W tym wersecie świat nazwany jest „własnością” Słowa, ponieważ należy do Niego przez akt stworzenia, bo przez Niego wszystko zaistniało. Jest to tym bardziej przygnębiające, że Jego własny lud, który stał się tylko przez Niego, nie zaakceptował Go. Mówiąc tutaj o swoich, mamy na myśli najbliższych krewnych i tych, którzy są najściślej związani z Chrystusem, ponieważ zostali stworzeni przez Niego i mogą istnieć tylko w Nim. Ale nawet oni Go nie przyjmują. Praktycznie odrzucają własne środki do życia. Odrzucają wszystko, co Chrystus chce nam dać: światłość, sens, obfitość i radość, czyli ostatecznie spełnienie ich życia.

Nie musimy się więc dziwić, gdy spojrzymy dziś na nasz świat, że tak wielu ludzi jest niezadowolonych i nieszczęśliwych. Wszyscy śpieszą się i biegną po coś, co mogłoby przynieść im trochę światła i szczęścia. Zapominają, że tylko Chrystus jest pełnią. On uszczęśliwiał wszystkich, którzy Go przyjmowali. Świadczą o tym świadectwa wielu ludzi aż po paradoks męczeństwa: radość pośród cierpienia. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy Jezus Chrystus jest naprawdę pełnią naszego życia.

Tych zaś, którzy Je przyjęli, obdarzyło mocą, aby się stali dziećmi Bożymi. To są ci, którzy wierzą w Jego imię, którzy narodzili się nie z krwi ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga. (wersy 12-13)

Przygnębiający fakt, że Słowo spotykało się z niezrozumieniem i odrzuceniem ze strony ludzi, kiedy przyszło na świat, nie pozostało bez odpowiedzi. Święty Jan przeciwstawia tym ludziom tych, którzy Je przyjęli. To Słowo „obdarzyło ich mocą, aby się stali dziećmi Bożymi”. Dla Świętego Jana dziecięctwo z Bogiem jest Boskim darem, który jest dany wszystkim ochrzczonym przez Bożą miłość. Z tego oczywiście wynika moralne zadanie udowodnienia, że ​​jesteśmy dziećmi Bożymi, jak pisze Święty Jan w swoich listach.

W stwierdzeniu, że Słowo „obdarzyło mocą, aby się stali dziećmi Bożymi”, nie chodzi tak naprawdę o rozwój moralny, ale o nadprzyrodzony proces stawania się dziećmi Bożymi przez chrzest i w chrzcie. Werset 13. wyjaśnia zatem, że nie narodziliśmy się „z krwi ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga”. W przypadku Świętego Jana tak naprawdę nie oznacza to: Stań się tym, kim jesteś!, ale raczej: Bądź i pokaż, kim się stałeś przez chrzest! Na pierwszym planie jest dawanie świadectwa Bogu.

Święty Jan mówi o przyjęciu Słowa przez wiarę. Wiara jest podstawową postawą, niezbędną do otrzymania zbawienia. Wiara w Imię Jezusa powinna oznaczać, że wierzy się w Osobę Jezusa w pełnym zakresie Jego objawień, a także musi się je potwierdzać swoim życiem.

Święty Jan bardzo wyraźnie mówi, że nie można stać się dzieckiem Bożym przez naturalne narodziny ani przez naturalny proces stawania się, ale przez nadprzyrodzone wydarzenie, które jest wywołane przez samego Boga. Potrójna negacja: „którzy narodzili się nie z krwi ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga” wyraża to bardzo wyraźnie. W chrzcie Bóg zrodził się w nas. To dzięki Duchowi staliśmy się dziećmi Bożymi. Święty Jan podkreśla nadprzyrodzone pochodzenie dzieci Bożych, aby zilustrować ich oddzielenie od świata i ich związek ze Słowem, pośrednikiem łaski Bożej i prawdy. Narodzenie od Boga w chrzcie pozostaje tajemnicą i jest wyjątkowym aktem Bosko-niebiańskiego pochodzenia.

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, którą jako Jednorodzony, pełen łaski i prawdy, ma od Ojca. Jan daje o Nim świadectwo i głosi: „To Ten, o którym powiedziałem: Ten, który przychodzi po mnie, istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy łaskę zamiast łaski. Mojżesz bowiem przekazał Prawo, a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, On nam Go objawił. (wersy 14-18)

W tych ostatnich wersetach dochodzimy do punktu kulminacyjnego dzisiejszej Ewangelii. Nawet jeśli Słowo spotkało się z odrzuceniem ze strony ludzi, to było już obecne i działało w świecie w sposób duchowy. Przez Niego wszystko zostało stworzone i wszystko w Nim trwa. Teraz jednak dzieje się coś niepojętego: „Słowo stało się ciałem”. Staje się człowiekiem i rozbija swój namiot wśród ludzi, jak dosłownie wyraża to grecki oryginał. Tylko przez to swoje Wcielenie Słowo uczyniło nas zdolnymi do stania się dziećmi Bożymi. „Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy łaskę zamiast łaski” (J 1, 16).

Słowo „egeneto” (εγενετο = „stał się”: „Słowo stało się ciałem”) wskazuje na zmianę sposobu bycia Słowa. Stało się Ono czymś, czym nie było wcześniej. Wcześniej było w chwale Ojca. Teraz przyjmuje skromność ludzkiego istnienia. Wcześniej było z Bogiem. Teraz rozbiło swój namiot wśród ludzi, w ludzkiej postaci, to znaczy w pełnej rzeczywistości Ciała, aby potem odzyskać chwałę niebiańskiego sposobu bycia po powrocie do swojego Ojca, jak mówi sam Jezus: „Ojcze, obdarz Mnie u siebie tą chwałą, jaką miałem u Ciebie przed zaistnieniem świata” (J 17, 5). Bóg przywraca Mu chwałę, którą miał u Ojca, zanim powstał świat. Stawanie się Ciałem wyznacza punkt zwrotny Słowa w historii zbawienia. Otwiera ludziom ostatnią możliwość zbawienia. Droga Zbawiciela w dół do Ciała, a potem przez Ciało do chwały niebieskiej staje się również drogą dla wszystkich, którzy łączą się z Nim w wierze.

Ale dlaczego Święty Jan używa tutaj słowa „ciało”, a nie na przykład słowa „człowiek”? Greckie słowo sarks wyraża pełne człowieczeństwo Jezusa. Możliwe, że Święty Jan myślał już o mowie eucharystycznej Jezusa w Kafarnaum, gdzie oznajmił swoim słuchaczom: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne a Ja wskrzeszę go w dniu ostatecznym” (J 6, 54). Być może mogło to być również wyrazem tego, że Słowo nie przybrało iluzorycznego ciała, ale rzeczywiście przybrało Ciało i Krew. To wyraża realność Wcielenia.

Następnie Święty Jan mówi o „chwale, którą jako Jednorodzony, pełen łaski i prawdy, ma od Ojca”. Chodzi o wyjątkową chwałę, jaka się należy Synowi Bożemu. Można by też tłumaczyć: „Chwała jednorodzonego Syna Bożego”. Słowo nosi w sobie pełnię darów łaski dla wszystkich wierzących. Jest to zatem „charitos kai alepheias” – χαριτοσ και αληθεια: „pełen łaski i prawdy”, co odnosi się do Słowa. Spotykamy więc Chrystusa, Słowo pełne łaski i prawdy. To wszystko są określenia tej światłości, która oświeca nasze istnienie.

Chyba dla wszystkich stało się jasne, że ten wstęp do Ewangelii według Świętego Jana jest niezwykle ważny teologicznie. Kiedy uporamy się z tym tekstem i zrozumiemy, kim naprawdę jest to Słowo, które stało się Ciałem i rozbiło namiot wśród nas, które stało się Człowiekiem i przyjęło na siebie całkowite upokorzenie, aby wprowadzić nas do chwały Ojca, wtedy znów możemy zacząć się zachwycać. Wtedy tajemnica Wcielenia może nam zajaśnieć jeszcze mocniej i jak św. Franciszek w zdumieniu staniemy przed Dzieciątkiem w żłobie. ∎