śr., 23 marca 2022Przeczytasz w 10 minutFather Hans Buob

Miłosierny Ojciec

Rozważanie biblijne do Ewangelii 4. niedzieli Wielkiego Postu w roku liturgicznym C.

Powrót syna marnotrawnego, obraz Bartolomea Estebana Murillo (1617-1682); Museo del Prado, Madryt, Hiszpania.

Tekst biblijny


Ewangelia według Świętego Łukasza 15, 1-3. 11-32

Schodzili się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: „On przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Opowiedział im wtedy tę przypowieść:

„Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która mi przypada». Wtedy on rozdzielił między nich majątek. Niedługo potem młodszy syn zabrał wszystko i wyjechał do dalekiego kraju. Tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. Kiedy wszystko wydał, nastał w tym kraju wielki głód i również on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i zatrudnił się u jednego z mieszkańców tego kraju, a on posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął najeść się strąkami, którymi karmiły się świnie, ale i tego nikt mu nie dawał. Zastanowił się nad sobą i stwierdził: «Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników». Wstał więc i poszedł do swojego ojca.

A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się. Pobiegł, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Syn mu powiedział: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem». Wtedy ojciec powiedział do swoich sług: «Szybko przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i bawić się, bo ten mój syn był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.

Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był już blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co się wydarzyło. On mu odpowiedział: «Twój brat wrócił i ojciec zabił tłuste cielę, bo odzyskał go zdrowego». Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Wyszedł więc ojciec i zachęcał go do wejścia. Lecz on powiedział do ojca: «Tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego polecenia, ale ty nigdy nie dałeś mi nawet koźlęcia, abym się mógł zabawić z przyjaciółmi. A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę». On mu odpowiedział: «Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie. Przecież trzeba się bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się»”.

W czwartą niedzielę Wielkiego Postu otrzymujemy zapewne najbardziej znany przez wszystkich fragment Ewangelii. Niektórzy określają go jako przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym. Bardziej właściwe jest jednak nazwanie tego fragmentu przypowieścią o miłosiernym Ojcu. Wsłuchajmy się uważnie w słowa tej Ewangelii. Co Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć?

Rozważanie


Schodzili się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: „On przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. (wersy 1-2)

Jezus spotyka na swojej drodze faryzeuszy i nauczycieli Pisma, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego przyjmuje zaproszenie od grzeszników i celników i jada z nimi. To są przecież ludzie niegodni uwagi pobożnego Żyda!

Opowiedział im wtedy tę przypowieść: „Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która mi przypada». (wersy 3. 11-12)

Jezus postanawia opowiedzieć faryzeuszom i nauczycielom Pisma, a także innym słuchaczom szczególną przypowieść. Opowiada w niej historię ojca i jego dwóch synów, oczywiście, jego umiłowanych dzieci. Oznacza to, że ta przypowieść dotyczy nas wszystkich, ponieważ wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi.

Młodszy syn idzie do ojca i prosi go o oddanie mu całego spadku, który mu się należy. Domaga się jednak czegoś, czego zgodnie z ówczesnym prawem nie powinien czynić, ponieważ może dziedziczyć dopiero po śmierci ojca. Przenieśmy tę sytuację wprost na naszą postawę: być może nieraz stoimy przed Bogiem i żądamy czegoś, do czego nie mamy prawa. Domagamy się jednak usilnie, jakby prawo nam na to pozwalało i jakby Bóg miał obowiązek to uczynić. Wynika to tylko z naszego przeświadczenia, że jest to dla nas dobre. Nie pytamy przy tym: „Jaka jest Twoja wola, Ojcze? Co jest dla nas naprawdę dobre?”. Po prostu żądamy, a to nasze żądanie jest ścieżką, która zawsze prowadzi nas do zguby. Możemy dostrzec to wielokrotnie. Bóg Ojciec jednak nas wysłuchuje. Jeśli ktoś chce w ten sposób zmusić Boga, to Bóg niejednokrotnie spełnia jego życzenie. On pragnie, aby taka osoba poznała konsekwencje swojej złej prośby i prawdziwego odwrócenia się od Boga. I o to właśnie chodzi!

Wtedy on rozdzielił między nich majątek. Niedługo potem młodszy syn zabrał wszystko i wyjechał do dalekiego kraju. Tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. Kiedy wszystko wydał, nastał w tym kraju wielki głód i również on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i zatrudnił się u jednego z mieszkańców tego kraju, a on posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął najeść się strąkami, którymi karmiły się świnie, ale i tego nikt mu nie dawał. (wersy 13-16)

Tak właśnie dzieje się w przypowieści. Na usilną prośbę syna, ojciec dzieli swój majątek. Daje młodszemu synowi jego część spadku i pozwala mu odejść. Młodszy syn wyjeżdża do dalekiego kraju, czyli tam, gdzie ojciec nie może do niego dotrzeć. Co to znaczy, że nie jest już dostępny dla ojca? Na myśl przychodzi mi fragment z Księgi Apokalipsy: „Skoro jesteś letni, a nie zimny ani gorący, wypluję cię z moich ust” (Ap 3, 16). Bóg może dosięgnąć człowieka gorącego lub zimnego, ale człowiek, który myśli sobie: „Skoro już jestem chrześcijaninem, niczego więcej nie muszę już robić”, staje się niedostępny dla Boga. Czy taka postawa nie jest obca także nam? Pomyślmy!

Młodszy syn wiedzie teraz nieokiełznane życie i trwoni cały swój majątek. Gdy w tej dalekiej krainie nastaje głód, syn stacza się całkowicie. Często obserwujemy, jak wokół nas wszystko może się zawalić: nagle ktoś jest ciężko chory, ktoś umiera, ktoś traci pracę. Nagle wszystko ulega ruinie i człowiek staje w obliczu zupełnej pustki. Ale taki upadek to też szansa. Wielu ludzi nie myśli, dopóki nie doświadczy całkowitego załamania się wszystkich dotychczasowych zabezpieczeń. Gdyby młodszy syn miał jeszcze jakieś pieniądze, to dostałby coś na czarnym rynku nawet podczas głodu. Teraz jednak nie ma absolutnie nic.

Marnotrawnemu synowi nie pozostaje nic innego, jak nająć się do jakiejkolwiek pracy, aby przeżyć. Zaczął paść świnie. Trudno nam nawet wyobrazić sobie, co to właściwie oznacza dla Żyda, dla którego świnie są zwierzętami nieczystymi. Taka osoba w kontakcie z nieczystością traci to, co najświętsze, co należy do jego ludu, do wspólnoty narodu wybranego. Staje się wyrzutkiem. To była najgorsza rzecz dla każdego Żyda! 

Syn zostaje wysłany do pasienia świń, co oznacza, że zszedł już tak nisko, aż na samo dno świńskiego koryta, że niżej już upaść nie może. Tak jak wielu innych podobnych mu ludzi musiał spaść aż na dno świńskiego koryta, aby Bóg w ogóle do niego dotarł… I tak miał szczęście, że wcześniej nie uległ rozpaczy i nie umarł z głodu przy świńskim korycie – mówiąc w przenośni.

Zastanowił się nad sobą i stwierdził: «Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników». Wstał więc i poszedł do swojego ojca. (wersy 17-20a)

Młodszy syn nie umiera z głodu przy korycie świń. Otrzymujemy teraz opis trzech kroków wyzwolenia się z upodlenia. Zastanówmy się, czy sami już je wykonaliśmy.

Przede wszystkim syn myśli, zastanawia się. Wchodzi w siebie. To już samo w sobie jest trudne zadanie – zwłaszcza dla dzisiejszych ludzi, którzy mają problem, aby wejść w siebie pośród całego tego hałasu, który ich otacza. Pewnego dnia coś jednak musi się zdarzyć. Nie można już dłużej wytrzymać. Nie można już dłużej milczeć, aby wreszcie dojść do siebie. Jest to zatem pierwszy krok: zastanowić się nad sobą. Nieszczęsny syn zagłębia się w sobie i rozmyśla: „Przecież najemnicy, czyli ci robotnicy, którzy otrzymują najniższe wynagrodzenie, mają się niesamowicie dobrze z moim ojcem. Mają pod dostatkiem chleba, a ja, jego syn, umieram z głodu!”. W przenośni można by powiedzieć o nas samych: „Być może wcześniej przeżywałem doświadczenie Boga i dzięki temu miałem jakiś sens życia. W tamtym czasie miałem chleba pod dostatkiem. Teraz to wszystko zniknęło i nie mogę już tego odzyskać”. Wielu ludziom trudno jednak przyznać, że zawiedli, że uciekli od Boga i że popełnili błędy. Zbyt często duma im na to nie pozwala. A nawet jeśli zdadzą sobie z tego sprawę, to często nie są gotowi, aby iść do Ojca, powiedzieć Mu to i wyznać, czyli iść do spowiedzi i odpokutować…

Potem następuje drugi krok. Syn postanawia: „Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie»”. Jest to następstwo wcześniejszej sytuacji: syn wejrzał w siebie i rozpoznał swój błąd. Teraz robi drugi krok: „Tak, chcę iść do ojca”. Może i my już podjęliśmy takie postanowienie: „Tak, w przyszłą sobotę pójdę do spowiedzi. Naprawdę chcę się nawrócić. Chcę zacząć z Bogiem wszystko od nowa”. Ale potem… ot, pogoda była zła. Zrezygnowaliśmy i powiedzieliśmy sobie: „Może w następną sobotę…”. I tak odkładamy ten krok. Może mamy nawet szczere postanowienie, ale łaska z czasem zanika. Znowu tracimy okazję i zapominamy o naszych postanowieniach.

Syn nawet nauczył się na pamięć pięknej sentencji, słowo po słowie, która musi zmiękczyć serce każdego ojca: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Syn jednak nie wie, jak zareaguje ojciec, kiedy wróci do domu. My jednak wiemy, jak reaguje Bóg. Sam Jezus nam to wyjaśnia. 

Teraz nadchodzi trzeci, decydujący krok: „Wstał więc i poszedł do swojego ojca”. To jest najważniejszy krok. Równie dobrze mogłoby się przecież zdarzyć, że syn podjął postanowienie, ale z czasem z niego zrezygnował. W tym wypadku jednak wstał i poszedł do swojego ojca. Podjął ostateczną decyzję i nie pozwolił, aby cokolwiek lub ktokolwiek mogło go powstrzymać. Mówiąc w kategoriach współczesnych: teraz naprawdę zawracam. Idę do spowiedzi i proszę Boga o przebaczenie. Idę do Ojca.

A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się. Pobiegł, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Syn mu powiedział: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem». Wtedy ojciec powiedział do swoich sług: «Szybko przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i bawić się, bo ten mój syn był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić. (wersy 20b-24)

Teraz scena się zmienia: ojciec zostaje sportretowany we wspaniały sposób. Czytamy, że ojciec dostrzegł syna z daleka. Musiał zatem ciągle go wypatrywać, ciągle na niego czekać. Taki właśnie jest Bóg! Bóg zawsze czeka – zawsze, może nawet bardzo długo na próżno – ale teraz ktoś nadchodzi.

Ten, który idzie, nie jest już takim synem, jakiego znał ojciec. Jest zaniedbanym żebrakiem, ma na sobie tylko szmaty, brudne i śmierdzące świńskim łajnem. Ojciec jednak nie jest zły – choć miałby ku temu wszelkie powody – ale mamy jego cudowną charakterystykę: „ulitował się”.

Litość, współczucie i miłosierdzie – czyli miłosierdzie Boże, którego żaden człowiek nie zgłębi przez całą wieczność. Bo kto zaczyna biec? Stary ojciec! To właśnie on wybiega na spotkanie syna, zarzuca mu ręce na szyję i – naprawdę tak można powiedzieć w przenośni – całuje go w sam środek świńskiego błota, czyli prosto w grzech. Ojciec bierze wszystko na siebie, bo jeśli wchodzi w kontakt ze swoim nieczystym synem, sam staje się nieczysty. Traci to, co najświętsze w swoim życiu, co należy do ludu wybranego. To właśnie uczynił dla nas Bóg Ojciec w swoim Synu. W pewnym sensie Jezus został wydalony ze swojego ludu. Został ukrzyżowany poza miastem, w pogardzie okazywanej przez wszystkich. Zrobił to dla nas. Nie można sobie nawet wyobrazić takiego Boga! Taki Bóg musi sam się nam objawić, tak jak w tej Ewangelii. Tylko tak można spotkać takiego Boga!

Oczywiście, syn jest niezmiernie zdumiony, że ojciec przyjmuje go w taki sposób, a nie batem, łajaniem i wyrzutami. Dzięki Bogu, syn nauczył się przy korycie świń na pamięć formułki, więc teraz recytuje ją ojcu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem”. Nie zdążył jednak wypowiedzieć ostatniego zdania: „Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Ojciec przytulał go, całował i wciąż ściskał w ramionach, gdy syn recytował wyuczone słowa. I zapewne w pewnym momencie zakrył synowi usta, jakby chciał wyrazić: „To mnie w ogóle nie obchodzi. Liczy się dla mnie tylko to, że wróciłeś!”. Taki właśnie jest Bóg!

Zaraz potem ojciec zwraca się do swoich sług: „Szybko przynieście najlepszą szatę” – bo przecież syn miał na sobie tylko śmierdzące i brudne szmaty – „i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi”. Chociaż syn roztrwonił cały swój majątek i nie miał już żadnych praw, to ojciec dał mu ponownie swój pierścień, za pomocą którego mógł legalnie prowadzić interesy w imieniu ojca. To jest niesamowite! Jakby tego było mało, ojciec nawet kazał zabić dla swojego syna tłuste cielę, które było przygotowywane tylko na największe święto w roku. Powrót marnotrawnego syna do Ojca – czyli kiedy idziemy do spowiedzi i szczerze żałujemy – to jest dla Boga najwyższe święto w roku. „Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15, 7).

W końcu wszyscy świętują razem radosne przyjęcie. Nie ma ani śladu o tym, by ojciec cicho szeptał synowi do ucha: „Gdzie właściwie masz moje pieniądze? Co z nimi zrobiłeś?”. Nie, ojciec o nic go nie pyta, nie obwinia go. Po prostu cieszy się, że syn wrócił. Taki właśnie jest Bóg! To jest niewyobrażalne!

Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był już blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co się wydarzyło. On mu odpowiedział: «Twój brat wrócił i ojciec zabił tłuste cielę, bo odzyskał go zdrowego». Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Wyszedł więc ojciec i zachęcał go do wejścia. Lecz on powiedział do ojca: «Tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego polecenia, ale ty nigdy nie dałeś mi nawet koźlęcia, abym się mógł zabawić z przyjaciółmi. A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę». (wersy 25-30)

Być może rozpoznaliśmy już trochę siebie w tym młodszym synu, ale powinniśmy też posłuchać drugiego syna, czyli tego, który był dobry i pozostał w domu. Ten drugi syn przychodzi z pola i słyszy muzykę i tańce w biały dzień. Oczywiście, jest zaskoczony i pyta jednego ze służących, co się dzieje. Gdy sługa mu melduje, co się stało, to jak reaguje dobry, kochany syn? „Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść”.

Zastanówmy się teraz bardzo uważnie. Załóżmy, że jesteśmy drogim, grzecznym synem, który został w domu i wiernie służył Bogu. Jak reagujemy, gdy jakiś super-grzesznik żałuje? Zdarza się przecież, że w wielkie święta – jak Boże Narodzenie lub Wielkanoc – albo na wesele czy pogrzeby przychodzą do kościoła ludzie, którzy nie wiedzą nawet, gdzie są drzwi. Jak reagujemy, gdy widzimy w kościele obcych, którzy nie mają pojęcia, jak się zachować? Jak reagujemy w Wigilię, gdy przychodzimy do kościoła, a w nim ktoś już siedzi na naszym miejscu? Ktoś, kto przychodzi tylko raz w roku. Przez niego musimy teraz stać przez całą Mszę! Jak reagujemy? Jak reagujemy – dobrzy synowie lub dobre córki, którzy zostali w domu? Czy można o nas też powiedzieć: „Rozgniewali się i nie chcieli wejść”? Może mówimy: „Idziemy stąd. Nie chcemy iść do kościoła, do którego idzie ten… niegodny!”? Czy rzeczywiście stać nas na radość z tego powodu, że jakaś nieznana nam osoba weszła do kościoła i zajęła nasze miejsce? Czy możemy mówić do Pana z radością: „Panie, teraz ta osoba jest tutaj. Teraz możesz ją spotkać przez swoje słowo. Teraz możesz się do niej zwrócić. Proszę Cię o Twoją łaskę i Twoje miłosierdzie dla niej”?

Ojciec jest taki sam dla wszystkich. Wobec starszego syna zachowuje się dokładnie tak samo jak wobec młodszego. Wychodzi i biegnie mu na spotkanie. Zachęca go do wejścia i do dzielenia radości z innymi. Ale „dobry” syn surowo wyrzuca swojemu ojcu, że służył mu tak długo i zawsze działał zgodnie z jego wolą, ale ojciec nigdy go nie pochwalił za to ani nie nagrodził go nawet małym przyjęciem. „A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę...". Już nawet nie nazywa go swoim bratem… Jest tak „sprawiedliwy”, że nim gardzi. Niestety, raz po raz zdarza się, że „dobrzy” chrześcijanie złoszczą się na błędy innych i rozgłaszają je z niezdrowym upodobaniem: „Słyszałeś…? Czy wiesz, co zrobił?” itd. Zbadajmy nasze serca!

Starszy syn nie nazywa ojca ojcem ani brata nie nazywa swoim bratem. Być może zawsze robił to, czego chciał jego ojciec, ale nigdy nie zrobił najważniejszej rzeczy – i ten tekst pokazuje to bardzo wyraźnie – a mianowicie: nie kochał swojego ojca. Już nawet nie potrafi nazwać go ojcem. Jest bardzo daleko od niego, może dalej niż syn marnotrawny.

On mu odpowiedział: «Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie. Przecież trzeba się bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się»”. (wersy 31-32)

Ojciec teraz odpowiada swojemu starszemu synowi. Znów akceptuje jego twarde słowa i mówi: „Dziecko” – czyli MÓJ SYNU! – „ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie”. Innymi słowy: „Zawsze mogłeś przyrządzić tłuste cielę ze swoimi przyjaciółmi”. Ojcu jest bardzo przykro, że syn nie chciał niczego z jego dóbr, że nie mógł mu dać radości.

My również musimy ponownie zadać sobie pytanie: Jacy jesteśmy wobec naszego Ojca, wobec naszego Boga? „Stajnia” jest wypełniona sakramentami, wszystkimi łaskami ofiarowanymi przez Kościół. Ale czy z tego korzystamy? Kiedy jakiś „nowo nawrócony” człowiek powraca i chodzi do kościoła, przystępuje codziennie do Komunii i spowiada się co tydzień, to co mówimy? Bóg jest szalony!!! Temu nowo nawróconemu daje prawo do wszystkiego. Przygotowuje dla niego nawet tłuste cielę – bo Ojciec tak bardzo jest szczęśliwy!

A my – tak jak dobry, kochany, wierny syn – chcemy sprawiedliwości. Nie chcemy niczego od Boga, co najwyżej raz w roku… Ojciec mówi zatem także do nas: „Wszystko, co moje, jest wasze. Dlaczego niczego nie wzięliście? To należało do was tak samo jak do Mnie i byłbym szczęśliwy, gdybyście przygotowali tłuste cielę, gdybyście urządzili przyjęcie, gdybym mógł wam coś dać”.

Potem ojciec mówi do starszego syna: „Przecież trzeba się bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się”. Na tym przypowieść się kończy. Teraz każdy z nas musi podjąć decyzję: czy wejść do domu Ojca, czy nie? Czy brać udział w radości – także w zabawie przygotowanej dla nas? Czy zgodzić się na to, aby tłuste cielę zostało przygotowane także dla nas? Czy przyjąć zaproszenie Ojca? 

To bardzo ważne pytania, szczególnie w okresie Wielkiego Postu. Czy wchodzimy do domu Ojca, czy nie? ∎