pt., 24 lipca 2020Przeczytasz w 10 minutBernhard Meuser

Jaka jest definicja ekskomuniki i jakie jest jej znaczenie?

Anatema (zwana też ekskomuniką) oznacza potępienie przez Kościół i wykluczenie poza wspólnotę Kościoła. Jak się to może stać i co się z tym wiąże, możesz dowiedzieć się tutaj.

Ⓒ Zdjęcie: Fruehlingswiese z serwisu Pixabay.

Co to jest?


Komunia, ekskomunika, wykluczenie z Kościoła

Słowo „komunia” pochodzi z języka łacińskiego (‘communio’) i oznacza „wspólnotę”. Życie w żywej „komunii” z drugim ochrzczonym człowiekiem jest istotnym elementem bycia chrześcijaninem, podobnie jak wyznanie wiary Kościoła (czyli Credo), siedem sakramentów świętych i uczestnictwo w liturgii – zwłaszcza w Eucharystii, gdzie chrześcijanie łączą się z Chrystusem i ze sobą nawzajem w przyjmowaniu Jego Ciała i Krwi w wyjątkowy sposób. Nie bez podstawy pełne uczestnictwo w Eucharystii wiąże się z tym, co nazywamy „przyjmowaniem Komunii Świętej”.

Ekskomunika (z języka łacińskiego ‘excommunicatio’ = wyłączenie ze wspólnoty) to nie tylko wykluczenie z przyjmowania Komunii. To także zawieszenie komunii kościelnej z tą osobą lub wspólnotą, która jawnie narusza doktrynę i/lub praktykę wspólnoty wiary. Ekskomunika może być oficjalnie ogłoszona lub odwołana przez Kościół, może także być przyznana automatycznie. W YOUCAT w numerze 237 możemy przeczytać: „Katolik, który na przykład dokona zabójstwa lub aborcji, automatycznie wyłącza się z sakramentalnej wspólnoty Kościoła. Kościół stwierdza jedynie taki stan. Ekskomunika ma za zadanie skłonić grzesznika do poprawy i sprowadzić go znowu na właściwą drogę”.

Ekskomunika lub anatema (z greckiego anathema = 'nałożenie') jest reakcją Kościoła na fałszywą doktrynę. Tak jak Kościół może nauczać w sposób fundamentalnie wiążący (czyli dogmatyczny), tak jest on również upoważniony do wydawania wiążących doktrynalnych potępień, przy czym zawsze potępiana jest nauka, a nie osoba. Ten zakaz kościelny był nadużywany zwłaszcza w średniowieczu i był stosowany do osób, ale w ostatnich wiekach Kościół bardziej ostrożnie posługuje się tym narzędziem. Obecnie dokonuje się to na zasadzie przekazania jedynie deklaracji niezgodności poglądów doktrynalnych z nauczaniem Kościoła katolickiego lub odebrania władzy nauczania poszczególnym teologom katolickim.

Co mówi Pismo Święte?


Już w okresie Apostołów, czyli na początku istnienia Kościoła Chrystusowego, w wielu wspólnotach zagrożona była jedność wiary i ciągłość doktryny. Krótko mówiąc ci, którzy nie przestrzegali „nauki Apostołów”, nie mogli należeć w pełni do Kościoła i nie mogli uczestniczyć w „łamaniu chleba i modlitwie” (por. Dz 2, 42), czyli w Eucharystii.

Przykładem gorliwości o zachowanie jedności Kościoła w tamtym czasie jest osoba św. Pawła Apostoła. Prawie nic nie interesuje św. Pawła bardziej niż zachowanie „zdrowej doktryny” (Tt 1, 9 i wiele innych fragmentów). Święty Paweł nieustannie przestrzega przed fałszywymi nauczycielami: „Nie ma innej ewangelii! Są tylko jacyś ludzie, którzy wśród was sieją zamęt i chcą zmienić Ewangelię Chrystusa”, a nawet mówi: „Lecz gdybyśmy nawet my sami, albo gdyby anioł z nieba głosił wam ewangelię inną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie wyłączony ze wspólnoty” (Ga 1, 8). Święty Paweł boi się bezbożnych nauczycieli: „Padają w nich słowa szerzące się później jak gangrena” (2 Tt 2, 17). Chrześcijanie powinni wystrzegać się tych swoich członków, którzy są przyczyną podziałów i zamieszania: „Unikajcie ich!” (Rz 16, 17).

Przede wszystkim jednak św. Paweł zwraca uwagę na zadania biskupów, jako następców Apostołów. Ich pierwszorzędną rolą jest czuwanie nad integralnością nauczania. Są oni najwyższymi kapłanami, nauczycielami i przełożonymi Kościoła. Święty Paweł w swoim pożegnalnym przemówieniu w Milecie upomina ich: „Troszczcie się o siebie i o całą owczarnię, w której Duch Święty ustanowił was biskupami. Bądźcie pasterzami Kościoła Bożego, odkupionego Jego własną krwią. Wiem, że po moim odejściu zjawią się wśród was drapieżne wilki i nie oszczędzą owczarni. Nawet pośród was pojawią się ludzie, którzy zaczną głosić kłamstwa, aby pociągnąć za sobą uczniów” (Dz 20, 28-30).

Mała katecheza z YOUCATem


Czy Kościół sam się nie ekskomunikuje ze świata?

Wydaje się, że Kościół ustawił się poza ogólnoświatowymi zwyczajami i trendami. Od samego początku istniał trochę obok wspólnoty świata, jak gdyby poza współczesnością: ze swoimi nieprzeniknionymi strukturami, tajemniczymi rytuałami i jeszcze bardziej dziwnymi naukami. Czy taki Kościół naprawdę miał szanse przetrwania?

Mimo wszystko Kościół katolicki ma już 2000 lat! Sam fakt, że nadal istnieje, jest cudem. Wszystko zaczęło się od domowych, potajemnych spotkań wspólnot chrześcijan Jerozolimy, które potem przetrwały w ukryciu w rzymskich katakumbach. Cesarz Konstantyn uczynił z niego Kościół państwowy, nie pytając nikogo z chrześcijan o zgodę. Klany celtyckie wykorzystały go w czasie walk plemiennych. Inkwizytorzy nadużywali jego władzy. Katoliccy królowie w jego imię dopuszczali się rozbojów i kradzieży złota z odległych ziem, a Indianie przyjęli go – wbrew gorszącemu świadectwu konkwistadorów.

Jakimś cudem, wbrew wszelkim zewnętrznym uwarunkowaniom, chrześcijanom zawsze udawało się tworzyć jednak coś zupełnie innego: „żywą wspólnotę z Jezusem“ (YOUCAT 12). Bo taki właśnie jest Kościół! Nie jest to normalna instytucja ze statutem stowarzyszenia i skarbnikiem. Ludzie przychodzą wciąż do Kościoła, bo chcą „doświadczyć wspólnoty z Bogiem, która niezmącona od czasów Apostołów istnieje w Kościele katolickim” (YOUCAT 12).

Niezakłócony? Robi się coraz gorzej!

Kościół do dziś twierdzi, że ma patent na „prawdę” w swoim dorobku, a nawet że zapewnia sobie i innym obecność Boga. Wprawdzie, jak czytamy w YOUCAT w numerze 13, „poszczególni członkowie Kościoła mogą się mylić i nawet popełniać poważne błędy, ale Kościół jako całość nigdy nie sprzeniewierzył się prawdzie Bożej. Kościół niesie żywą prawdę przez dzieje, prawdę, która jest większa niż on sam. Mówi się o depositum fidei, strzeżonym 'skarbcu wiary'. Kiedy jakaś prawda jest publicznie kwestionowana albo przeinaczana, Kościół ma za zadanie na nowo wyłożyć ‘to, w co wszędzie, zawsze i wszyscy wierzyli’ (św. Wincenty z Lerynu, zm. 450)”.

Od samego początku trudno było w to uwierzyć. Właśnie dlatego chrześcijanie zawsze byli „ekskomunikowani” z normalnego społeczeństwa. Jeszcze dzisiaj w ponad 50 krajach świata około 200 milionów chrześcijan jest narażonych na prześladowania, w tym także na te najbardziej skrajne, łącznie z torturami i ze śmiercią. Właściwie, wbrew pozorom, jest to dobry znak.

Należałoby się raczej bać wtedy, gdyby chrześcijanie nie byli już uciążliwi, lecz dopasowaliby się do normalnego świata jak trybiki w zegarku. Wydaje się, że to właśnie jest problemem dzisiejszego Kościoła w świecie zachodnim: spoczął on na laurach swoich przywilejów, dostosował się do ducha czasów, stracił pierwotny smak i siłę. Już w 1958 roku (!) przyszły papież Benedykt XVI stwierdził: „Ta Europa, chrześcijańska w nazwie, stała się na około czterysta lat miejscem narodzin nowego pogaństwa, które rośnie nieubłaganie w sercu samego Kościoła i grozi jego podważeniem od wewnątrz… To pogaństwo rozpleniło się dzisiaj w samym Kościele. Na dłuższą metę Kościół nie uchroni się od konieczności rozbierania po trochu pozorów swojej równości ze światem i ponownego stania się tym, czym jest naprawdę: wspólnotą wierzących”.

Ekskomunika Roberta Pobożnego, obraz Jean-Paula Laurensa.

Powrót smaku i mocy

Spójrzmy na wczesny Kościół. Ludzie, którzy w tym czasie pochodzili ze środowiska żydowskiego, greckiego, rzymskiego czy pogańskiego, sami chcieli się ochrzcić i sami wybierali opcję, która automatycznie „ekskomunikowała” ich z pierwotnego środowiska. Wyplątywali się z „odziedziczonego po przodkach głupiego postępowania“ (1P 1, 18) i stawiali wszystko na jedną kartę wyznając, że „że Jezus Chrystus jest Panem“ (Flp 2, 11). To oznaczało odrzucenie wszystkich mocy i żądz, które mogłyby opanować człowieka. Święty Paweł wzywa: „cudzołóstwo, nieczystość, rozwiązłość, bałwochwalstwo, czary, nienawiść, kłótnie, zazdrość, gniew, chorobliwa ambicja, waśnie, rozłamy, zawiść, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Dlatego powtarzam to, o czym mówiłem już wcześniej: Ci, co tak postępują, nie posiądą królestwa Bożego“ (Ga 5, 20-21). Taka właśnie postawa czyniła ich obcymi w otaczającym ich świecie. Był to jednak świat, od którego nie odrywali się zupełnie i dlatego, że uważali się lepsi i wyżsi od innych: gdziekolwiek byli chrześcijanie, starali się służyć wszystkim, ponieważ widzieli Chrystusa w każdym człowieku.

W ten sposób rosnąca wspólnota chrześcijan była po pierwsze ich wolnym wyborem, a po drugie wspólnotą o wyraźnej tożsamości. Częścią tego procesu byli jednak nowi „ekskomunikowani”, którzy otwarcie przeciwstawiali się duchowi Ewangelii, wprowadzali podziały do Kościoła lub prowokowali je swoimi niemoralnymi działaniami.

Wydaje nam się to dzisiaj obraźliwe i nietolerancyjne

Czy wspólnota, która chce zachować swoją tożsamość, nie powinna również mieć prawa do stwierdzenia, kto jeszcze do niej należy, a kto faktycznie ją oszukał? „Podobnie jak nie może być dowolności w grze w piłkę ręczną na boisku, tak nie może być ‘wolności religijnej’ w Kościele, która jest sprzeczna z Ewangelią” (Jochen Teuffel). Kto fauluje, wyklucza się z gry. To oczywiście boli graczy.

Tak samo boli członków wspólnoty Kościoła, gdy biskup musi zrobić to, po co został ustanowiony. Uwaga! Greckie słowo oznaczające biskupa to ‘episkopos’ = nadzorca; dziś powiedzielibyśmy: superwizor. Niestety, istnieją nie tylko dobrzy teologowie, którzy są wielkim błogosławieństwem dla Kościoła. W sercu Kościoła są również „fałszywi nauczyciele”, którzy uważają siebie za jedyny autorytet w nauczaniu, zaś Jezusa za równego sobie. Uważają oni np. zmartwychwstanie jedynie za symbol, Dziesięć Przykazań za przestarzałe i nieżyciowe formułki, zaś organizacje proaborcyjne (jak np. Planned Parenthood) za zgodne z Ewangelią.

Aby zatem niczego niepodejrzewający studenci, którzy od nich się uczą, nie musieli wyznawać kłamstwa zamiast Ewangelii, by nie oblać egzaminów, właściwy pasterz (= biskup) jest zobowiązany wstać i zdecydowanie powiedzieć: „Drogi przyjacielu, możesz uczyć, czego chcesz. Ale nie w imię Kościoła!”. ∎