sob., 6 czerwca 2020Przeczytasz w 10 minutBernhard Meuser

Boże Ciało – czy to tylko spektakl?

Boże Ciało jest uroczystością Kościoła katolickiego, podczas której świętujemy rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii.

© Zdjęcie: Dulce María z serwisu Cathopic.

Co to jest?


Boże Ciało

Od 1264 roku Kościół katolicki obchodzi uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, której do dziś towarzyszy uroczysta procesja na ulicach miast i wiosek. Uroczystość ta jest obchodzona w drugi czwartek po innej ważnej uroczystości, Zesłaniu Ducha Świętego. W wielu krajach jednak obchód „Bożego Ciała” (jak potocznie nazywana jest uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa) przenoszona jest na najbliższą niedzielę po tym czwartku. Podczas tej uroczystości świętujemy rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii.

Co mówi Pismo Święte?


Podczas każdej Mszy Świętej Kościół odpowiada na polecenie Jezusa, który w wieczór poprzedzający swoją śmierć ustanowił Eucharystię i wezwał uczniów: „Czyńcie to na moją pamiątkę!” (1 Kor 11, 24). Czyniąc to zatem, Kościół przyjmuje dosłownie słowa Chrystusa, które wypowiedział o chlebie i winie: „To jest ciało moje (…) to jest krew moja” (Mk 14, 22-24).

Wiara w rzeczywistą obecność Jezusa w przemienionych darach chleba i wina stawała się coraz silniejsza w kolejnych wiekach istnienia Kościoła. Nie dziwi zatem, że Sobór Trydencki (1545-1563) uroczyście określił, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii „Ciało i Krew, razem z duszą i boskością Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc całego Chrystusa, są naprawdę, prawdziwie i zasadniczo zawarte”.

W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa cały Kościół publicznie wyznaje wiarę w niesłychane słowa Jezusa: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Kto spożywa ten chleb, będzie żył wiecznie” (J 6, 51). W tym przemienionym Chlebie dostrzegamy i wyznajemy początek przemiany, która już się rozpoczęła i pewnego dnia obejmie wszystko, co zostało stworzone – ponieważ oczekujemy „nowego nieba i nowej ziemi” (Ap 21, 1).

Mała katecheza z YOUCATem


Boże Ciało – czy tylko spektakl?

Twórca reformacji w Europie, Marcin Luter, nie był zwolennikiem procesji Bożego Ciała. Powiedział w jednej ze swoich mów, że jest „przeciwnikiem tego święta, bo jest ono hańbą Najświętszego Sakramentu… który przenosi się tylko dla spektaklu i daremnego bałwochwalstwa”. To mocne słowa.

Czyżby to była rzeczywiście idolatria (= grzech polegający na oddawaniu czci fałszywym bóstwom), albo inaczej „bałwochwalstwo”? Czy cały ten trud zostaje podjęty w naszych rodzinnych miejscowościach tylko po to, aby uczynić z Bożego Ciała wczesnoletnią atrakcję?

Imponujące procesje przyciągają na ulice zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących – jednych jako uczestników, innych tylko jako widzów. Wycina się stosy gałęzi brzozowych do ozdoby ołtarzy, niezliczona ilość kwiatów wyścieła ścieżkę procesji, z okien wywiesza się często wielometrowe flagi. Wejścia na podwórka albo rogi ulic stają się ołtarzami. Wszędzie w oknach lśnią ozdoby i kwiaty. Na wietrze szamoczą się płomyki świec, a ich wosk kapie na starannie wyhaftowane serwety. Ludzie idą procesyjnie w olbrzymim szpalerze…

© Zdjęcie: Luis Ángel Espinosa z serwisu Cathopic.

Oto przez ulice miast i wiosek porusza się tajemnicza kolumna, owinięta malowniczą chmurą kadzidła i muzyki orkiestry dętej. Idzie wielka procesja ze śpiewem, wyrywającym się z tysięcy gardeł. Z przodu niesiony jest potężny krzyż i liczne sztandary, figury, wota. Za nimi idą dzieci, które przystąpiły w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej albo i te młodsze, które ubrane w uroczyste lub ludowe stroje sypią obficie płatki kwiatów. Pod wspaniałym baldachimem (w formie przenośnego daszku z bogato zdobionej tkaniny) jest niesiona przez kapłana monstrancja, a w niej najświętsze, zamknięte w złocie, mistyczna drobina o ogromnej mocy: mały kawałek białego, niekwaszonego chleba bez wyczuwalnego smaku, znajdujący się w milionach kościołów na całym świecie, wypełniony sensem dzięki słowom Jezusa: „To jest moje ciało za was…” (1 Kor 11, 24).

Patrząc na to wszystko z zewnątrz, może zrodzić się niepokojące pytanie: Czyżby Marcin Luter miał rację? Przecież pierwotna wersja komunii z Jezusem dotyczyła tylko uroczystego posiłku… W YOUCAT w numerze 208 możemy przeczytać: „Gdy spożywamy połamany chleb, jednoczymy się z miłością Jezusa, który złożył za nas na drzewie krzyża swoje Ciało. Kiedy pijemy z jednego kielicha, jednoczymy się z Tym, który ofiarując się za nas, przelał nawet swoją Krew”.

Czy zatem nie powinniśmy po prostu uczestniczyć tylko w Mszy/Świętej Uczcie, wypełniając tym samym wezwanie Jezusa: „Czyńcie to na moją pamiątkę” (1 Kor 11, 24)? Czy rzeczywiście nie jest to nadużycie, gdy biegamy ostentacyjnie na zewnątrz i robimy z najświętszych tajemnic przedstawienie, gdzie jedni okazują swoją wiarę i (niektórzy) swoje stroje, a inni tylko szyderstwo?

Nie ma nic do oglądania? Tylko jedzenie?

Pierre Rousselot, młody jezuita, który zginął w czasie pierwszej wojny światowej, użył terminu „oczy wiary”. Miał na myśli nadprzyrodzoną, poznawczą moc miłości. Istnieją zatem ludzie, dla których ten kawałek chleba kompletnie nic nie znaczy. Istnieją także inni, którzy rozpoznają w nim oczami wiary Miłość w miłości i w pełni otwierają się na nadprzyrodzony świat.

W 2002 roku zmarł człowiek, który jest otaczany w Rumunii wielkim szacunkiem jako bohater. Kardynał Alexandru Tódea spędził 31 lat swojego życia w komunistycznych więzieniach, z czego 15 lat spędził samotnie w celi o zaostrzonym rygorze. Pewnego razu, po wielu latach odsiadki, ksiądz Tódea był przenoszony do innego więzienia. Siedział związany w wagonie kolejowym. Zauważył, że jego strażnicy z tajnych służb bezpieczeństwa Securitate rozpakowywali chleb i otwierali butelkę wina. Ksiądz Tódea był głodny. Mimo to inna tęsknota rozbłysła w jego oczach: „Mój Boże! Nie mogłem odprawiać Mszy Świętej przez tyle lat… A tam jest chleb! A tam jest wino!”. W końcu odważył się poprosić strażników: „Dajcie mi choć okruszek chleba i łyk wina!”. Jeden ze strażników zlitował się nad nim. Nie dostrzegł silnych emocji, jakie wypełniły wtedy więzionego księdza. Niewidzialna Eucharystia w dudniącym wagonie kolejowym była najbardziej intensywna w życiu księdza Tódea. Otrzymał wtedy siłę, aby wytrzymać wszystkie tortury, upokorzenia i samotność, które go spotkały.

W całej historii Kościoła zawsze istnieli ludzie, którzy płonęli niespotykaną gorliwością dla niewidzialnej rzeczywistości duchowej. Tak było w przypadku 49 męczenników z Abitene, którzy zostali straceni w 304 roku z rozkazu cesarza Dioklecjana za dwa wykroczenia: za odmowę wydania władzom cesarskim „świętych ksiąg” i za nieustanne sprawowanie Eucharystii. Jak podają starożytne przekazy, jeden z tych męczenników, kapłan Saturninus, bronił się tymi wzruszającymi słowami: „Czy nie wiesz, że chrześcijanin istnieje dla Eucharystii i Eucharystia dla chrześcijanina?”.

Dlaczego jest to takie ważne? W YOUCAT w numerze 180 możemy przeczytać: „W Eucharystii Jezus daje się nam, żebyśmy my oddali się Jemu”. Poddanie się w zamian za poddanie się – oto istota chrześcijaństwa.

Aby ukazać coś o Jezusie…

Aby ukazać coś wyjątkowego o Jezusie – taki pomysł zrodził się w XIII wieku w głowie 16-letniej sieroty. Belgijskie miasteczko Liège musiało być wtedy czymś w rodzaju duchowego hotspotu. Powstał tam pobożny ruch, którego fascynowała jedna myśl: „Czyżby Pan w postaci chleba i wina był tak realny nawet tu i teraz, że żadna inna postawa przed Nim nie jest właściwa, jak tylko klęczenie przed Nim?”.

W jednej ze swoich katechez papież Benedykt XVI nazwał Liège tamtych czasów „eucharystycznym wieczernikiem”. Pośrodku tego wieczernika ona: dziewczyna o imieniu Juliana. W 1209 roku szesnastoletniej Julianie przyszedł do głowy pewien pomysł – choć nie do końca był to tylko „pomysł”, ale szczególna wizja otrzymana w czasie modlitwy. „Hej! Z obecności Chrystusa w Eucharystii należałoby uczynić promieniujące święto! Sam Wielki Czwartek nie wystarczy, bo w nim tajemnica miłości Chrystusa jest ukryta w cieniu krzyża”. Okazało się, że nie był to tylko szalony pomysł szalonej nastolatki. Pięćdziesiąt pięć lat później taka eucharystyczna uroczystość odbywała się już na całym świecie!

W 1264 roku papież Urban IV wprowadził Sollemnitas Sanctissimi Corporis et Sanguinis Christi, czyli Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, które w wielu krajach świata nazywane jest też „Corpus Christi”, a u nas „Bożym Ciałem”.

Wiele wydarzyło się w ciągu tych 55 lat od pierwszych objawień szesnastoletniej Juliany. Między innymi najświatlejsze umysły tamtych czasów – przede wszystkim dominikanin św. Tomasz z Akwinu i starszy od niego o pięć lat franciszkanin św. Bonawentura – zajęli się naukowo i duchowo przybliżeniem tajemnicy Eucharystii. Właśnie z tego okresu pochodzą genialne hymny św. Tomasza, które do tej pory ze wzruszeniem śpiewamy: „Adoro te devote” (= Zbliżam się w pokorze), „Lauda Sion” (= Chwal, Syjonie, Zbawiciela), „Pange lingua” (= Sław, języku, tajemnicę), „Tantum Ergo Sacramentum” (= Przed tak wielkim Sakramentem). Tomaszowe teksty były tak natchnione i podniosłe, że – jak się wspomina – św. Bonawentura bezceremonialnie wyrzucił ułożone przez siebie pieśni do kosza.

Wizja św. Juliany - obraz Philippe de Champaigne.

Piękno wraca

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa otwiera perspektywę na dwie przepiękne rzeczywistości:

  1. Pośród ogólnego braku miłości i nadziei, pośród zdałoby się wielkiego milczenia o Bogu, widzialni stają się ludzie, dla których coś jest niezwykle cenne. Wydaje się, że jest to coś, co jest warte każdej ceny, czego jednak nie można kupić za żadne pieniądze świata. Staje się również widoczne to, że „kto naprawdę adoruje Boga, przychodzi do Niego na kolanach lub rzuca się na ziemię” (YOUCAT 485).

  2. Ludzie wyprowadzają Jezusa na ulice z wielką wdzięcznością i radością, bo On nie może być tylko zamykany w murach kościołów. Jezus przyszedł, aby odkupić cały świat. Za to właśnie pozwolił się przybić do krzyża. Jak czytamy w YOUCAT w numerze 488, wszyscy na nowo odkrywamy, że: „Największą modlitwą dziękczynną jest Eucharystia (z języka greckiego eucharistía = 'dziękczynienie') Jezusa, podczas której On, przemieniwszy chleb i wino – dary wyobrażające całe stworzenie, składa je Bogu w ofierze. Wszelkie dziękczynienie chrześcijańskie jest złączeniem się z tym Jezusowym hymnem dziękczynienia”.

Możemy zatem bez cienia przesady stwierdzić, że coś rajskiego – zapach, blask, śpiew – objawia się publicznie na ulicach naszych miast i wiosek, i na zagmatwanych szlakach naszych życiorysów.

Jak może wyglądać „uwspółcześnienie” Bożego Ciała?

„Wcale nie purystycznie” – proponuje niemiecki filozof, Benjamin Leven. – „Doskonale wpisuje się w każde czasy umiejętność połączenia starego przepychu i nowoczesnej kreatywności. Czy nie byłoby wspaniale, gdyby w przyszłym roku w mieście, siedzibie biskupa, cała twórcza energia została włożona w lepsze przygotowanie tego święta? Wieczorem w przeddzień, na placu katedralnym można by wystawić misterium, napisane na to święto specjalnie przez współczesnego pisarza. Dywany kwiatowe między stacjami procesyjnymi byłyby zaprojektowane przez artystów sztuki ulicznej. W czasie procesji mogłaby być choć jedna «kaplica taneczna». Po procesji biskup zaprosiłby biednych i bezdomnych na posiłek na placu katedralnym i osobiście by im usługiwał – jak Jezus swoim uczniom. A wieczorem święto kończyłoby się pokazem sztucznych ogni”. ∎