śr., 6 kwietnia 2022Przeczytasz w 10 minutFather Hans Buob

Wiwaty i zgorszenie

Rozważanie biblijne do pierwszej Ewangelii na Niedzielę Palmową w roku liturgicznym C.

Wjazd Chrystusa do Jerozolimy, obraz Jean-Hippolyte'a Flandrina (1842-1848).

Tekst biblijny


Ewangelia według Świętego Łukasza 19, 28-40

Jezus wyruszył w dalszą drogę do Jerozolimy. Gdy był już blisko Betfage i Betanii, w pobliżu góry zwanej Oliwną, wysłał dwóch uczniów z poleceniem: „Idźcie do wsi, która jest przed wami. Wchodząc do niej, znajdziecie przywiązanego osiołka, na którym nikt jeszcze nie siedział. Odwiążcie go i przyprowadźcie. A jeśli was ktoś zapyta: «Dlaczego go odwiązujecie?», odpowiedzcie: «Pan go potrzebuje»”. Wysłańcy poszli i zastali wszystko, jak im powiedział. Gdy odwiązywali osiołka, jego właściciele pytali: „Czemu go odwiązujecie?”. Odpowiedzieli: „Pan go potrzebuje”. I przyprowadzili go do Jezusa. Następnie narzucili na osiołka swoje płaszcze i posadzili na nim Jezusa. Gdy jechał, rozkładali swoje płaszcze na drodze.

Kiedy zbliżał się już do podnóża Góry Oliwnej, cały tłum uczniów, radując się, zaczął głośno sławić Boga za wszystkie cuda, które widzieli. Wołali: „Chwała Temu, który przychodzi jako król w imię Pana. Pokój w niebie i chwała na wysokościach”. Niektórzy faryzeusze z tłumu mówili do Niego: „Nauczycielu, upomnij Twoich uczniów!”. On odpowiedział: „Mówię wam, jeśli oni umilkną, kamienie będą krzyczeć”.

Rozważanie


Jak dotąd Jezus nie pozwalał na jakiekolwiek oddawanie Mu hołdu przez lud. Nigdy na to nie pozwalał, gdy przemierzał drogę, która prowadziła z Galilei do Jerozolimy. W tej drodze uczył swoich uczniów, co to znaczy być Jego uczniem. Ukazywał im postawę, którą Jego uczniowie powinni naśladować. Teraz w końcu dociera do Jerozolimy.

Jezus wyruszył w dalszą drogę do Jerozolimy. Gdy był już blisko Betfage i Betanii, w pobliżu góry zwanej Oliwną, wysłał dwóch uczniów z poleceniem: „Idźcie do wsi, która jest przed wami. Wchodząc do niej, znajdziecie przywiązanego osiołka, na którym nikt jeszcze nie siedział. Odwiążcie go i przyprowadźcie. A jeśli was ktoś zapyta: «Dlaczego go odwiązujecie?», odpowiedzcie: «Pan go potrzebuje»”. Wysłańcy poszli i zastali wszystko, jak im powiedział. Gdy odwiązywali osiołka, jego właściciele pytali: „Czemu go odwiązujecie?”. Odpowiedzieli: „Pan go potrzebuje”. (wersy 28-34)

Jezus przybywa najpierw do Betfage w pobliżu Betanii. Teraz czyni to, czego dotąd unikał, aby nie dawać swoim wrogom pretekstu do ataku. Teraz objawia się całemu ludowi jako Mesjasz. Teraz wszyscy mogą Go rozpoznać, ponieważ właśnie nadeszła Jego godzina.

Jezus nakazuje uczniom przyprowadzić osiołka, na którym nikt wcześniej nie siedział. Oznacza to, że nadchodzące wydarzenie będzie miało wielkie znaczenie. Zazwyczaj zwierzęta, które nigdy nie były wykorzystywane do pracy, były wybierane do wyjątkowych, sakralnych celów. Z tego więc powodu osiołek, na którym nikt wcześniej nie siedział, zwiastuje naprawdę wielkie wydarzenie. W ten sposób Jezus inauguruje swoje mesjańskie królestwo. Właściciel osiołka oddaje swoje zwierzę jedynie na słowa: „Pan go potrzebuje…”, przez co można przypuszczać, że Jezus jest mu bardzo dobrze znany.

I przyprowadzili go do Jezusa. Następnie narzucili na osiołka swoje płaszcze i posadzili na nim Jezusa. Gdy jechał, rozkładali swoje płaszcze na drodze. Kiedy zbliżał się już do podnóża Góry Oliwnej, cały tłum uczniów, radując się, zaczął głośno sławić Boga za wszystkie cuda, które widzieli. Wołali: „Chwała Temu, który przychodzi jako król w imię Pana. Pokój w niebie i chwała na wysokościach”. (wersy 35-38)

Uczniowie narzucają na osiołka swoje wierzchnie szaty na znak czci, ale także na znak oddania. Przeżywają szczyt radości, gdy wchodzą z Betfage na Górę Oliwną i widzą przed sobą Jerozolimę i świątynię. To prawdziwy szczyt radości Jego uczniów, czyli wszystkich tych, którzy szli z Jezusem przez długie miesiące od Galilei do Jerozolimy – gdzie ma się dopełnić Jego godzina: godzina śmierci i zmartwychwstania. Im są bliżej miasta i im bardziej schodzą z Góry Oliwnej, tym coraz głośniejsza jest ich radość – radość wyrażająca moc cudów i wielkich czynów Jezusa, których doświadczali od Galilei aż do tego miejsca. Teraz wznoszą ku niebu nawet wielkie „Alleluja”, wielkie „Chwała”, które zwyczajowo jest śpiewane na zakończenie żydowskiej wieczerzy paschalnej i Święta Namiotów. Wołają na cześć Tego, „który przychodzi jako król w imię Pana”, dzięki czemu to ich „Alleluja” nabiera znaczenia mesjańskiego. Nadchodzący Jezus jest publicznie witany przez nich jako Król, a ta królewska godność, która była Mu obiecana, teraz jest opiewana i wyrażana wiwatami. W tej wielkiej radości wyraża się prawda, że Jezus jest prawdziwie posłany przez Boga.

Słowa: „Pokój w niebie i chwała na wysokościach” są hymnem uwielbienia Chrystusa. Mają one swój odpowiednik w anielskiej pieśni uwielbienia na polach Betlejem podczas narodzin Pana (por. Łk 2, 13-14). Tutaj, pod koniec Jego życia, rozbrzmiewają te same słowa. W niebie panuje pokój, ponieważ Bóg okazał miłosierdzie swojemu ludowi – poprzez Mesjasza, który teraz wkracza do Jego miasta, i poprzez Jego misję Króla pokoju.

Niektórzy faryzeusze z tłumu mówili do Niego: „Nauczycielu, upomnij Twoich uczniów!”. On odpowiedział: „Mówię wam, jeśli oni umilkną, kamienie będą krzyczeć”. (wersy 39-40)

Oczywiście, głośne wiwaty nie pozostały niezauważone. Także faryzeusze zmieszali się z wiwatującym tłumem, aby zobaczyć, co się dzieje. Wyznawcy Jezusa nie mogą już dłużej powstrzymywać swojego entuzjazmu, ponieważ przez wiele miesięcy w drodze do Jerozolimy oglądali wielkie czyny Jezusa i słyszeli Jego słowa. Zgorszeni faryzeusze próbują uciszyć uczniów, ale im się to nie udaje.

Jezus bez wahania uznaje zasadność tej radości ludu: „jeśli oni umilkną, kamienie będą krzyczeć”. Jest to zapowiedź zniszczenia Jerozolimy, która dokona się w 70 roku ery chrześcijańskiej. Wtedy kamienie rzeczywiście zawołają i wtedy spadnie na mieszkańców miasta sąd przepowiadany przez Jezusa. Zburzone kamienie miasta i świątyni będą wtedy świadczyły o odrzuceniu Mesjasza, gdyż właśnie to odrzucenie będzie przyczyną zburzenia Jerozolimy. Jezus mówi to faryzeuszom bardzo wyraźnie.

Jak dotąd, przez wszystkie trzy lata długiej podróży do Jerozolimy, Jezus wielokrotnie zabraniał ludziom nazywać Go Mesjaszem, ponieważ Jego godzina jeszcze nie nadeszła. Ale teraz ta godzina jest już blisko. Teraz, przed swoją męką i śmiercią Jezus chce, aby ludzie wiedzieli, że jest Zbawicielem. Już w Jerychu, zanim udał się z uczniami przez pustynię do Jerozolimy, pozwolił niewidomemu, aby nazywał Go „Synem Dawida” (por. Łk 18, 38n) i już więcej nie opierał się temu tytułowi. Teraz cała Jerozolima, a właściwie cały Izrael mają zdecydować, czy przyjąć Go jako swego Króla i Zbawiciela, czy nie.

Faryzeusze, którzy Go odrzucają i nie akceptują jako Króla i Zbawiciela, w rzeczywistości dają bardzo wyraźne świadectwo, jakie nastroje panują w Jerozolimie. Doprowadzą one do śmierci Jezusa i do upadku Jerozolimy w 70 roku, co Jezus wielokrotnie zapowiadał: „Nie pozostawią w tobie kamienia na kamieniu, dlatego żeś nie poznało czasu twego nawiedzenia” (Łk 19, 44) oraz: „Nastaną dni, kiedy z tego wszystkiego, czemu się przyglądacie, nie pozostanie kamień na kamieniu. Wszystko legnie w gruzach” (Łk 21, 6).

Oto ważne pytania, skierowane do nas dzisiaj, w Niedzielę Palmową: czy przyjmujemy Jezusa jako naszego Zbawiciela i Króla? Czy jedynie powierzchownie Go akceptujemy? Czy przyjmujemy w pełni Jego zbawienie, Jego łaskę? Czy przyjmujemy Jego pojednanie w sakramentach? Czy to wszystko akceptujemy? Czy raczej jesteśmy chrześcijanami, którzy niczego nie akceptują? Czy zatem w ogóle jeszcze jesteśmy chrześcijanami?

Kamienie, które już nie trwają jeden na drugim, ponieważ ludzie nie rozpoznali godziny nawiedzenia, powinny również nam przypominać o znakach czasu. Czy nadal pozwalamy, aby znaki czasu przemawiały do nas? Czy mamy świadomość, że jeśli odrzucamy Chrystusa, to konsekwencją tego jest zniszczenie, a nie pokój i wolność? Odrzucenie Boga zawsze prowadzi do zniszczenia. To już wydarzyło się w raju  (por. Rdz 2, 1-15). Przez grzech człowiek zniszczył siebie i swoje szczęście (por. Rdz 2, 16-24). Jeśli nie odnajdujemy drogi powrotnej do Chrystusa – nie tylko indywidualnie, ale także jako wspólnota – to konsekwencją tego jest zawsze jakaś forma zniszczenia.

Spójrzmy na otaczających nas ludzi: jak wiele osób cierpi i choruje, jak wiele dusz jest zniszczonych! Wielu ludzi jest tak zniszczonych, że nikt ich nie może uzdrowić – poza Bogiem. Czy zatem przyjmujemy Jezusa jako naszego Zbawiciela i Króla? To jest kluczowe pytanie, które każdy musi sobie dzisiaj zadać i dać na nie odpowiedź. ∎